|
Jaka jest nasza,
współczesna, polska rzeczywistość, każdy chyba już wie. Nie ma pracy,
panoszy się wszędzie tzw. korupcja czyli pospolite złodziejstwo uprawiane
przez "polityczne elity", na ulicach rozboje. Kiedyś taki stan dominował w
krajach III-go świata, teraz ten świat jest u nas. Co nas czeka, kiedy
opuścimy mury naszych szkół, wyjdziemy spod opiekuńczych ramion naszych
wychowawców, rodziców, staniemy się dorosłymi. Czy mamy wpływ na swój los ?
Oczywiście. Kluczem do lepszego życia jest znajomość języków, w
szczególności języka angielskiego. Uczmy się więc angielskiego ile sił
starczy... i niech to będzie nasze przesłanie na okres powakacyjny !
W polskich szkołach językowych pojawia się coraz więcej nowych
metod nauki języków obcych. Na ile są skuteczne?
Do niedawna w Polsce uczono języków obcych tradycyjnymi
metodami: uczniowie korzystali wyłącznie z podręczników, zajęcia były
prowadzone po polsku, przez co praktycznie nie było możliwości oswojenia się
z nowym językiem. Wszystko zmieniło się na początku lat 90., kiedy
międzynarodowe sieci szkół zaczęły otwierać w Polsce swoje filie.
Mówienie przede wszystkim
Obecnie coraz popularniejsza staje się nauka w systemie
dualnym, w którym lekcje odbywają się na przemian z polskim lektorem i
native speakerem. Polski lektor przeprowadza zajęcia gramatyczne i wprowadza
nowe słownictwo, a native speaker utrwala materiał poprzez konwersację. –
Metoda dualna jest skuteczniejsza niż tradycyjna, gdyż zapewnia kontakt z
żywym językiem – twierdzi Izabela Witkowska, właściciel szkoły English For
You. – Nasi uczniowie mają większą motywację, kiedy wiedzą, że na zajęciach
nie mogą odezwać się po polsku. Także Marta Pasierbińska, lektorka w Szkole
Języków Obcych Uniwersytetu Warszawskiego, chwali tę metodę: Jest ona dużo
lepsza niż tradycyjna. Łączy w sobie to, co najlepsze z dwóch światów –
kulturę ojczystą i kulturę obcą.
Dużym zainteresowaniem w polskich szkołach cieszy się
metoda Callana.
Opiera się ona na konwersacji prowadzonej w formie pytań i odpowiedzi.
Lektor od pierwszej lekcji rozmawia z uczniami w obcym języku. Początkowo
podaje im obcojęzyczne nazwy przedmiotów, które widać dokoła, aby potem
zbudować z nich zdania. Nacisk kładzie się przede wszystkim na rozumienie ze
słuchu i poprawną wymowę. Uczniowie nie notują, tylko słuchają i odpowiadają
na pytania. Nie otrzymują też zadań domowych. Każdą
lekcję prowadzi inny lektor, aby studenci
osłuchali się z różną wymową.
Po osiągnięciu poziomu mówionego słuchacze poznają zasady
pisowni. – U nas uczymy Callanem głównie na niższych poziomach. Nie
stosujemy go na kursach egzaminacyjnych – tłumaczy Justyna Martin, dyrektor
metodyczny w Empiku. – Callan uczy zautomatyzowanych reakcji: jest pytanie i
odpowiedź. – To jest metoda, która pozwala wyćwiczyć mówienie i przełamać
lęk. Brakuje w niej elementów gramatycznych – komentuje Pasierbińska. Także
Ewa Czarniakowska z British School nie ma o Callanie dobrego zdania. –
Abstrahowanie od gramatyki uważam za bezcelowe. Callan jest skuteczny do
określonego poziomu. Potem następuje rozdźwięk: gramatyka i słownictwo już
się nie uzupełniają.
Dużo starsza, choć w
Polsce mniej znana, jest
metoda Berlitza. Uczniowie
poznają nowe słowa i uczą się mówić tak jak dzieci. Lektor niczego nie
tłumaczy, jedynie opisuje rzeczy i nazywa sytuacje za pomocą mimiki, gestów,
ilustracji i porównań. Na lekcjach w ogóle nie używa się języka polskiego.
Duży nacisk kładzie się na aktywność uczniów, wychodząc z założenia, że
jeśli nauczą się swobodnie porozumiewać w obcym języku, będą znali też jego
gramatykę. – Celem nauki u nas jest komunikacja, a nie gramatyka – tłumaczy
Piotr Dżereń, dyrektor Berlitz Kids. – Ćwiczymy u uczniów automatyzm
wypowiedzi, a konwersacyjny system trzyma ich w ciągłym napięciu, tak że nie
mają czasu myśleć po polsku. Nawet notatki prowadzą w obcym języku. Gorzej,
gdy dana osoba uczyła się już języka w innej szkole. Wtedy trudno jest jej
się przestawić na naszą metodę. Marta Pasierbińska: Berlitz ma w Warszawie
opinię dobrej szkoły. Jest to jednak system odpowiedni dla ludzi
zaawansowanych. Raczej nie przygotowuje do egzaminów Cambridge, ale
usprawnia mówienie.
Duży nacisk na mówienie
kładzie się przede wszystkim w szkołach stosujących metodę komunikacyjną. Na
zajęciach aranżowane są scenki, w których uczniowie wcielają się w różne
role. – Ta metoda rozwija świadomość i płynność mówienia, pomija jednak
gramatykę – twierdzi Pasierbińska. – Pokazujemy strukturę w kontekście –
polemizuje Justyna Martin. – Uczeń sam dochodzi do tego, jak ona funkcjonuje
w języku.
Nauka nie musi być
nudna
Niekonwencjonalną metodę,
przeznaczoną przede wszystkim dla dzieci, opracowała Helen Doron. Polega ona
na uczeniu języka podczas zabawy. Dzieci odsłuchują nagrania na zajęciach,
bawiąc się w domu oraz przed zaśnięciem. Szacuje się, że w ten sposób mogą
przyswoić nawet do 1400 słów w ciągu rocznego kursu, jednak ich znajomość
ogranicza się tylko do języka mówionego. Czy taka metoda jest skuteczna? –
Nauka przez zabawę – na pewno tak – twierdzi Pasierbińska. – Jest to dobry
początek, który zachęci dzieci do nauki języka w przyszłości.
Zupełnie nietypowy jest sposób nauczania Superlearning, który proponuje
szkoła Sita Learning. Jedna godzina zajęć odbywa się z lektorem, a jedna w
laboratorium z urządzeniami wprowadzającymi uczniów w stan alfa, czyli stan
pomiędzy jawą a snem. Gogle Sity służą do regulacji oddechu. Pod nimi
znajdują się dwie diody i czytnik oddechu. Wbrew pozorom gogle nie
wyświetlają obrazów. Każda lekcja przedstawia inną sytuację – może to być
rozmowa z policjantem na ulicy, spotkanie w kawiarni itp. –
Dwuipółmiesięczny kurs w naszej szkole pozwala opanować materiał, jaki w
innych szkołach przerabia się w ciągu roku – zapewnia Wanda Olszanowska z
Sita Learning. – Jednak nie jest to metoda na poważne egzaminy i nie można
po nauce u nas zdać certyfikatów językowych. Polecamy ją osobom, które chcą
się szybko nauczyć języka. Nacisk kładziemy raczej na rozpoznawanie i
rozumienie związków wyrazowych, co ma szczególne znaczenie w osiągnięciu
płynności i szybkości mówienia. O wiele mniej entuzjazmu wykazuje Marta
Pasierbińska: Jestem jak najgorszego zdania o metodzie Sita. Nie ma nauki
bez wysiłku. – To trochę oszukiwanie się. Nie potrafię sobie wyobrazić
uczenia się i relaksowania równocześnie – dodaje Czarniakowska. – To ma
sens, kiedy dana osoba nie ma ambicji lingwistycznych, kiedy nie chce języka
poznać dobrze, ma zamiar używać go tylko jako narzędzia komunikacji –
tłumaczy Konrad Nowogrodzki, lektor w British School. – Jest to jednak
uczenie połowiczne.
Bez lektora
Nowa i traktowana w
Polsce z dużą rezerwą jest e-School, czyli nauka przez Internet. To, co ją
wyróżnia, to niskie ceny – miesięczny pakiet kosztuje 100 zł. Student nie ma
też stałego kontaktu z lektorem. Może korzystać z jego pomocy przez „forum”
(tzw. Notebook) – czyli przesyłając pytania, na które otrzyma odpowiedź w
ciągu 24 godzin. – Nie jest to metoda dla osób, które chcą się nauczyć
języka od podstaw – przyznaje Marcin Jaskulski, dyrektor marketingu w szkole
Lingua Nova – a tym bardziej nie stanowi przygotowania do egzaminów, bo
program nie zawiera fonii i nie daje możliwości konwersacji. Jest to jednak
doskonały sposób na rozszerzenie słownictwa. Pasierbińska dodaje: To nie
jest metoda harmonijna – kładzie nacisk na pisanie, rezygnując z mówienia.
Jest dobra, jeśli chcemy tylko wyćwiczyć pisanie. W Polsce z e-School
korzysta zaledwie 120 osób, ale – jak zapewnia Jaskulski – jej popularność
wzrasta.
Korespondencyjne
kształcenie językowe jest jedną z ofert ESKK. Także tutaj lektor nie odgrywa
istotnej roli – sprawdza prace domowe przesyłane mu przez słuchaczy i ewentualnie odpowiada na ich pytania zawarte w listach i e-mailach. Po ukończeniu takiego kursu można uzyskać certyfikat językowy TELC. Dużym
plusem tej metody jest cena – 34,90-44,90 zł za miesięczny pakiet. – Jest to
dobra metoda dla ludzi systematycznych. Polecałabym jednak łączenie jej z Callanem – ocenia Pasierbińska.
Tradycyjny system
nauki języków obcych stosowany nadal w większości polskich publicznych
szkół, jak twierdzi Dereń, nie jest zły, ale są metody szybsze. Wiele z nich
jednak nie daje gwarancji zdania certyfikatów językowych ani nawet do nich
nie przygotowuje. Według Pasierbińskiej wszystkim metodom konwersacyjnym
można zarzucić brak odpowiedniej liczby elementów gramatycznych. – Gdybym
miała wybierać, za najlepszy uznałabym system dualny – stwierdza. – Jest on
najbardziej kompleksowy i najodpowiedniejszy dla Polaków uczących się języka
obcego we własnym kraju.
Opracowano na podstawie
materiałów
Eweliny Wojtysiak
|