|
11
listopada obchodzony jest w wielu krajach jako Dzień Zakończenia I Wojny
Światowej, w USA jest to Dzień Weteranów, w Kanadzie - Dzień pamięci. W
Polsce 11 listopada oddajemy hołd tym, dzięki którym Polska po 123 latach
zaborów odzyskała niepodległość.
Pierwsza wojna światowa zakończyła się 11 listopada 1918 roku z chwilą
podpisania przez Niemcy rozejmu w lasku Compiégne pod Paryżem.
10 listopada powrócił do Polski komendant I Brygady Legionów Józef
Piłsudski, internowany od lipca 1917 roku przez Niemców w Magdeburgu. W dniu
11 XI Rada Regencyjna przekazała mu władzę wojskową.
Święto narodowe 11 listopada wprowadziła ustawa Sejmu w 1937 roku. Dzień ten
pozostawał oficjalnie świętem państwowym do 1944 roku. Rok później
komunistyczne władze ustanowiły święto 22 lipca - w rocznicę ogłoszenia
manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Dzień ten pozostawał
świętem państwowym w PRL. Święto 11 listopada zostało przywrócone przez Sejm
w 1989 roku.

A tak napisała o Święcie Niepodległości
nasza koleżanka z Gimnazjum:
11
listopada – Święto Odzyskania Niepodległości
Jak
powietrze
Wszyscy
chyba Polacy wiedzą, że jedenasty listopada to święto, dzień odzyskania
niepodległości. Przypuszczam jednak, że gdyby zapytać kilka przypadkowych
osób, co dokładnie oznacza w tym wypadku termin „odzyskanie niepodległości”,
wiedzieliby to nieliczni. Moje pokolenie nie stanowi tu wyjątku – jedenasty
to dla nich po prostu dzień wolny od szkoły, kolejna okazja, żeby się
powłóczyć po osiedlu. Komu potrzebne jakieś refleksje historyczne? A może
jednak warto pokusić się o chwilę zadumy – nad tym co było, i nad tym, co
jest. Chciałabym przypomnieć wszystkim, co oznacza listopadowa rocznica, i w
jaki sposób była ona świętowana przez ostatnie kilkadziesiąt lat.
Próba
podania szczegółowej daty odzyskania przez Polskę niepodległości może budzić
kontrowersje – dotyczy to zresztą nie tylko roku 1918, ale i 1989 (bo czy za
początek Nowej Epoki należy uznać Okrągły Stół czy raczej powołanie rządu
Mazowieckiego?). Ale skupmy się na roku 1918. W nocy z 6 na 7 listopada
powołany został w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z
Ignacym Daszyńskim na czele. W dwudziestoleciu międzywojennym za początek
odrodzenia Polski opozycyjni socjaliści i ludowcy uznawali więc właśnie
siódmego listopada. Władze jednak organizowały uroczystości cztery dni
później – woląc upamiętniać podpisanie kapitulacji przez Niemcy i przejęcie
władzy przez Józefa Piłsudskiego. Po II wojnie, w ponurych czasach
stalinizmu, o dwudziestoleciu międzywojennym w ogóle nie wypadało mówić.
Jednak po przełomie październikowym (1956) rocznicę przywrócono – znów na
siódmego listopada (warto tu zauważyć, że w ten sposób polskie święto
zbiegało się z obchodami rocznicy rewolucji bolszewickiej). W 1968 roku, w pięćdziesiątą już rocznicę odzyskania niepodległości, i jednocześnie tuż po
głośnych wydarzeniach marcowych, znowu zaczęto głośno wspominać II RP,
pojawiły się nawet głosy, żeby przywrócić jedenastego jako święto. W latach
siedemdziesiątych można już było usłyszeć w mediach wzmianki na ten temat,
choć oficjalnie rocznicę nadal obchodzono siódmego. Siedemdziesiąta rocznica
odrodzenia przypadła w 1988 roku – w okresie coraz większej wprawdzie
wolności słowa, ale i gorączkowych przygotowań do transformacji, co trochę
usunęło ją w cień. Pięć lat temu zaś mieliśmy rocznicę osiemdziesiątą.
Wszyscy
Polacy wiedzą już, że jedenasty to dzień odzyskania niepodległości, za to
mało kto pamięta o siódmym (podobno uważa się nawet, że uroczyste
świętowanie powstania rządu Daszyńskiego byłoby zbyt lewicowe). Jak już
wspomniałam na początku, wiedza historyczna rodaków pozostawia jednak często
wiele do życzenia. Pozostaje zastanowić się, czy naprawdę jest to przejaw
słabnącego w naszym narodzie patriotyzmu? Pytanie pozostawiam otwarte, ale
pozwolę sobie na refleksję, że wbrew temu, co ostatnio pisze się w prasie
(choćby tekst „Niekochana Rzeczpospolita” w jednej z ostatnich „Polityk”),
wydaje mi się, że jednak miłość do ojczyzny to jest najprostszy rodzaj
miłości. Że to jest coś, z czym się rodzimy, i co trzeba tylko w
odpowiedniej chwili w sobie odnaleźć. Bo jak pisał Leopold Staff w „Wierszu
o Polsce”:
A patrz: przecież jest prosta –
Nie wiem, czy jest małą, czy też wielką rzeczą;
Wiem tylko – codzienna i konieczna
Jak powietrze
Martyna Kiełek- uczennica III a
|