|
Było to za panowania Bolesława
Chrobrego. Król zaprosił do Polski królewicza węgierskiego Emeryka.
Młodzieniec, jak to było w zwyczaju, przed daleką podróżą poprosił ojca -
Stefana, króla Węgier — o błogosławieństwo. Król na pożegnanie zawiesił na
szyi syna oprawione w złoto relikwie Krzyża Świętego.
Po długiej podróży Emeryk wraz z orszakiem, powiększonym od
granic kraju o świtę Bolesławową, dotarł do dworu myśliwskiego Chrobrego w
Kielcach. Tu nastąpiło spotkanie z polskim królem, który na cześć krewniaka
urządził polowanie. Była to w owych czasach ulubiona zabawa panujących.
Ruszono więc na łowy w bory łysogórskie, obfitujące w grubego zwierza.
Dziesiątki wojów, setki naganiaczy i sfory ogarów ruszyły w knieję. W
puszczy słychać było granie rogów i ujadanie psów.
Emeryk z kilkoma rycerzami podążał ku najwyższym górom. Nagle wśród gęstwiny
leśnej zauważył niezwykłej wielkości jelenia i popędził za nim. Zwierzę,
ratując się przed pogonią, kluczyło w gęstwinie leśnej, usiłując zgubić
myśliwego, który zapamiętale je ścigał. W tej gonitwie w ostępach leśnych
królewicz oddalił się znacznie od swojej drużyny. Pogoń trwała już długo i
zmęczenie dawało się, we znaki Emerykowi i jego rumakowi. W pewnej chwili
jeleń wpadł w gęste zarośla. Jego rozłożyste rogi zaplątały się w gałęziach.
Tracił siły, bezskutecznie próbując wydostać się z pułapki. Królewicz
uradował się wielce. Opłaciła się długa pogoń. Przez chwilę podziwiał
ogromne zwierzę. Wyszarpnął z kołczana strzałę, napiął cięciwę łuku i
wycelował. Nagle jeleń odwrócił łeb w stronę myśliwego. Emeryk ze
zdziwieniem zobaczył świetlisty krzyż między wieńcami rogów. Na moment
oślepiło go. Wstrzymał strzałę, a wtedy zwierzę znikło jak zjawa w
podnoszących się już wieczornych oparach.
Królewicz, nie wiedząc w którą stronę się udać, aby spotkać
ludzi króla Bolesława, zaczął trwożnie rozglądać się wokół. Zadął w róg, by
przywołać myśliwych, ale odpowiedzią było tylko echo. Daremnie ponawiał
nawoływania.
Dzień miał się ku końcowi. W puszczy robiło się coraz mroczniej. Zagubiony,
utrudzony wielce i głodny królewicz zsiadł z konia, żeby wypocząć.
Niespodziewanie rozwidniło się od potężnego blasku i przed młodzieńcem
zjawił się anioł. Emeryk, zaskoczony ukazaniem się wysłannika niebios,
przeżegnał się znakiem krzyża.
Anioł przemówił:
-Nie bój się Emeryku, jedź ze mną a dotrzesz do ludzi, którzy udzielą ci
pomocy. Tam jednak pozostaw to, co masz ze sobą najdroższego.
Prowadzony przez przewodnika dotarł Emeryk wreszcie, już w całkowitej
ciemności, do drewnianego klasztoru na szczycie góry. Anioł znikł tak samo
nagle, jak się pojawił. Mnisi, których zaszczycił gość tak niezwykły,
zaopiekowali się strudzonym przybyszem.
Emeryk nie zapomniał o zaleceniu anioła, otrzymanym w głuszy
leśnej. Postanowił zostawić w skromnym klasztorze złoty relikwiarz, darowany
przez ojca. Po kilku dniach ponownie udał się na Łysą Górę, tym razem z
biskupem krakowskim Lambertem, któremu przekazał ten cenny dar. Ruszyła
procesja okolicznych mieszkańców i zakonników do modrzewiowej kaplicy,
wystawionej przez Dąbrówkę, gdzie biskup złożył relikwie, oddając je pod
opiekę najstarszemu z zakonników.
Bolesław Chrobry, ucieszony podarunkiem siostrzeńca, wybudował godny takiej
relikwii kościół wraz z klasztorem, sprowadził dwunastu benedyktynów z Monte
Cassino i ofiarował im kilka pobliskich wiosek. Relikwiarz Emeryka do
dzisiaj przechowywany jest w świątyni.
Wzgórze, gdzie wznosiły się zabudowania klasztorne, nazwano Świętym Krzyżem,
a góry wokół — Świętokrzyskimi.
|