| "Pójdź za mną" - mówi zmartwychwstały Pan do
Piotra jako ostatnie swe słowo do tego ucznia, wybranego, aby pasł Jego
owce. "Pójdź za mną" - te zwięzłe słowa Chrystusa mogą być uznane za klucz
do zrozumienia orędzia, wypływającego z życia naszego
zmarłego i umiłowanego Papieża Jana Pawła II, którego zwłoki składamy
dzisiaj do ziemi jako nasienie nieśmiertelności - z sercem pełnym smutku,
ale także radosnej nadziei i głębokiej wdzięczności.
*
Są to uczucia naszej duszy, Bracia i Siostry w
Chrystusie, obecni na Placu św. Piotra, na przyległych ulicach i we
wszystkich innych miejscach miasta Rzymu, zaludnionego w tych dniach przez
ogromny tłum milczący i modlący się.
Wszystkich pozdrawiam serdecznie. W imieniu także Kolegium Kardynalskiego
pragnę przekazać swe pełne szacunku myśli Głowom państw, rządów i delegacji
różnych krajów. Pozdrawiam Władze i Przedstawicieli Kościołów i Wspólnot
chrześcijańskich, jak również innych religii. Pozdrawiam następnie
Arcybiskupów, Biskupów, kapłanów, zakonników, zakonnice i wszystkich
wiernych przybyłych ze wszystkich kontynentów; w sposób szczególny
pozdrawiam młodych, których Jan Paweł II lubił określać jako przyszłość i
nadzieję Kościoła.
Moje pozdrowienie sięga ponadto do tych, którzy w każdej części świata są z
nami zjednoczeni za pośrednictwem radia i telewizji w
tym chóralnym udziale w uroczystym obrzędzie pożegnania umiłowanego Papieża.
*
Pójdź za mną - już jako młody uczeń Karol Wojtyła był
entuzjastą literatury, teatru, poezji. Pracując w zakładzie chemicznym,
otoczony i zagrożony przez terror nazistowski, usłyszał głos Pana: Pójdź za
mną! W tym bardzo szczególnym kontekście zaczął czytać książki z zakresu
filozofii i teologii, wstąpił następnie do podziemnego seminarium,
założonego przez Kardynała Sapiehę a po wojnie mógł uzupełnić swe studia na
Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Wielokrotnie w swych listach do kapłanów i w swych książkach
autobiograficznych mówił nam o swoim kapłaństwie, do którego został
wyświęcony 1 listopada 1946.
W tekstach tych wyjaśnia swe kapłaństwo, wychodząc zwłaszcza od trzech słów
Pana. Przede wszystkim od tego: "Nie wyście Mnie
wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz
trwał" (J 15, 16). Drugie zdanie to: "Dobry pasterz daje życie swoje za
owce" (J 10, 11). I wreszcie: "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was
umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej" (J 15, 9).
W tych trzech słowach widzimy całą duszę naszego Ojca Świętego. Rzeczywiście
poszedł wszędzie i niezmordowanie, aby nieść owoc, owoc, który trwa.
"Wstańcie, chodźmy!" - to tytuł jego przedostatniej książki. "Wstańcie,
chodźmy!" - tymi słowy budził nas z wiary zmęczonej, ze snu uczniów wczoraj
i dzisiaj.
Ojciec Święty stał się więc kapłanem aż do końca, gdyż ofiarował swoje życie
Bogu za swoje owce, za owce całego świata, w codziennym służeniu Kościołowi,
przede wszystkim zaś w trudnych próbach ostatnich miesięcy. W ten sposób
stał się jednym z Chrystusem, dobrym pasterzem, który kocha swe owce. I
wreszcie "wytrwajcie w mojej miłości": Papież, który szukał spotkania ze
wszystkimi, który był w stanie przebaczyć i otworzyć serce na wszystkich,
mówi nam, także dzisiaj, tymi słowami Pana: mieszkając w miłości Chrystusa,
uczmy się w szkole Chrystusa sztuki prawdziwej miłości.
*
Pójdź za mną! W lipcu 1958 rozpoczyna się dla młodego
kapłana Karola Wojtyły nowy etap na drodze z Panem i za Panem. Karol spędzał
jak zwykle wspólne wakacje nad jeziorami mazurskimi z grupą młodych
miłośników kajaków. Ale niósł z sobą list, który wzywał go do stawienia się
przed Prymasem Polski kardynałem Wyszyńskim i mógł się domyślać celu tego
spotkania: swej nominacji na biskupa pomocniczego w Krakowie.
Porzucenie nauczania akademickiego, pozostawienie tej zapładniającej
wspólnoty z młodymi, porzucenie wielkiego zmagania intelektualnego o
zrozumienie i odczytanie tajemnicy stworzenia człowieka, aby uobecnić w
świecie dzisiejszym chrześcijańskiej interpretacji naszego bytu - wszystko
to musiało mu się jawić jako utrata samego siebie, utrata wtedy właśnie, gdy
stało się to ludzką tożsamością tego młodego kapłana. Pójdź za mną - Karol
Wojtyła zaakceptował, słysząc w wołaniu Kościoła głos Pana: "Kto będzie się
starał zachować swoje życie, straci je, a kto je straci, zachowa je" (Łk 17, 33).
*
Nasz Papież - wiemy o tym wszyscy - nigdy nie chciał
zachować własnego życia, mieć go dla siebie; chciał dać siebie samego bez
ograniczeń, aż do ostatniej chwili, za Chrystusa i w ten sposób także za
nas. Właśnie w ten sposób mógł doświadczyć, jak to wszystko, co złożył w
ręce Pana, powróciło na nowo: miłość do słowa, do poezji, literatury stała
się zasadniczą częścią jego posłannictwa duszpasterskiego i nadała nową
świeżość, nową aktualność i nową siłę przyciągającą głoszeniu Ewangelii,
nawet wtedy, gdy jest to znakiem sprzeciwu.
*
Pójdź za mną! W październiku 1978 Kardynał Wojtyła
usłyszał znów głos Pana. Odnawia się dialog z Piotrem, przytaczany w
Ewangelii z dzisiejszej uroczystości: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz
Mnie? (...) Paś baranki moje!" Na pytanie Pana: Karolu, czy miłujesz mnie?,
Arcybiskup Krakowa odpowiedział z głębi swego serca: "Panie, Ty wszystko
wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham".
Miłość do Chrystusa była siłą przeważającą u naszego umiłowanego Ojca
Świętego; ten, kto widział go modlącego się, kto słyszał, jak przemawiał,
wie o tym.
*
I tak dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie
mógł nieść ciężar, przekraczający siły czysto ludzkie: być pasterzem
owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego. Obecnie nie miejsce tu na
omawianie szczegółów treści tego pontyfikatu ta bogatego. Chciałbym tylko
przeczytać dwa fragmenty dzisiejszej liturgii, w których pojawiają się
główne elementy jego orędzia. W pierwszym czytaniu Św. Piotr mówi nam - a
razem z Piotrem mówi to Papież: "Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma
względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje
sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez
Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich" (Dz 10, 34-36). I w drugim
czytaniu Św. Paweł - i ze św. Pawłem nasz zmarły Papież - głośno nas
zachęca: "Przeto bracia umiłowani, za którymi tęsknię - radości i chwało
moja! - tak stójcie mocno w Panu, umiłowani" (Flp 4, 1).
*
Pójdź za mną! Wraz z poleceniem, aby pasł Jego owczarnię,
Chrystus zapowiedział Piotrowi jego męczeństwo.
Tym zamykającym i podsumowującym słowem dialogu o miłości i o posłannictwie
pasterza powszechnego, Pan przywołuje inny dialog, odbyty w kontekście
ostatniej wieczerzy. Jezus powiedział tam: "Dokąd Ja idę, wy pójść nie
możecie". Rzekł Piotr: "Panie, dokąd idziesz?" Jezus mu odpowiedział: "Dokąd
Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz" (J 13,
33.36). Jezus z wieczerzy idzie na krzyż, idzie ku zmartwychwstaniu -
wchodzi w tajemnicę paschalną; Piotr jeszcze nie może za nim iść.
Teraz - po zmartwychwstaniu - nadeszła ta chwila, owo "później". Pasąc
owczarnię Chrystusa, Piotr wkracza w tajemnicę paschalną, idzie ku krzyżowi
i zmartwychwstaniu. Pan mówi o tym tymi słowami: "Gdy byłeś młodszy,
opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz,
wyciągniesz ręce swoje a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz" (J
21, 18).
W pierwszym okresie swego pontyfikatu Ojciec Święty, jeszcze młody i pełen
sił, pod przewodem Chrystusa dotarł aż do krańców świata. Później jednak
wchodził coraz bardziej we wspólnotę cierpień Chrystusa, coraz lepiej
rozumiał prawdę słów: "Inny cię opasze". I właśnie w tej wspólnocie z Panem
cierpiącym niezmordowanie i z nowym zapałem głosił Ewangelię, tajemnicę
miłości aż do końca (por. J 13,1).
*
Odczytał dla nas tajemnicę paschalną jako tajemnicę
miłosierdzia Bożego. W swej ostatniej książce napisał: granicą wyznaczoną
złu "jest ostatecznie Boże miłosierdzie" ("Pamięć i tożsamość", str. 61). A
rozważając zamach, mówi: "Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał
cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek
miłości... Jest to cierpienie, które pali i pochłania zło ogniem miłości i
wyprowadza nawet z grzechu wielorakie owoce dobra". (tamże, str. 171-172).
Ożywiany tą wizją, Papież cierpiał i kochał we wspólnocie z Chrystusem i
dlatego przesłanie jego cierpienia i jego milczenia było tak bardzo wymowne
i owocne.
Miłosierdzie Boże: Ojciec Święty znalazł najczystsze odbicie miłosierdzia
Bożego w Matce Bożej. On, który stracił w dzieciństwie
własną mamę, tym bardziej ukochał Matkę Bożą. Usłyszał słowa Pana
ukrzyżowanego jako skierowane do siebie osobiście: "Oto matka twoja!" I
postąpił tak jak uczeń umiłowany: przyjął Ją w głębi swego bytu (eis ta idia;
J 19, 27) - Totus tuus. I od matki nauczył się dostosowywania się do
Chrystusa.
*
Dla nas wszystkich pozostaje niezapomniana chwila, jak w
ostatnią Niedzielę Wielkanocną swego życia Ojciec Święty, naznaczony
cierpieniem, ukazał się jeszcze raz w oknie Pałacu Apostolskiego i po raz
ostatni udzielił błogosławieństwa "Urbi et Orbi".
Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca,
spogląda na nas i nam błogosławi. Tak, błogosław nam, Ojcze Święty.
Powierzamy twoją drogą duszę Matce Bożej, twojej Matce, która prowadziła cię
każdego dnia i zaprowadzi cię teraz do wiecznej chwały swego Syna, Jezusa
Chrystusa Pana naszego.
Amen
|