|
Dzisiaj
na poważnie. Tekst z Dziennika Polskiego,
autorstwa wybitnego polskiego publicysty, Tadeusza Jacewicza, pt. Przegrana bitwa generała.
Doskonały materiał na lekcję historii, WOS itp. Doskonały materiał
ilustrujący naszą skrzeczącą rzeczywistość. Tak to się dzieje jak pieniądz,
kariera i byt doczesny staje się jedyną wartością społeczeństwa. A właśnie
tak, nagle i niespodziewanie, stało się w naszym
kraju...
Adam Asnyk napisał piękny wiersz, "Do młodych...",
którego fragment niech posłuży jako motto do poniższego materiału...
Ale nie depczcie przyszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!
TADEUSZ JACEWICZ: Z bliska
Przegrana bitwa generała
Żyjemy historią. Idziemy naprzód z głowami zwróconymi do tyłu. Nieustannie
rozgrywamy na nowo stare bitwy. Podziały polityczne sprzed 100 lat teraz
służą do prawienia sobie komplementów lub obrzucania obelgami. Budowanie
pomników jest przemysłem narodowym, burzenie tych niewłaściwych zresztą
też. Politycy rwą się do odsłaniania obelisków jak pszczoły do lipowego
kwiecia. To jest pożyteczne i miłe zajęcie, tak dla jednych, jak i drugich.
Fascynacja historią kończy się, niestety, na
świętowaniu rocznic i okazjonalnych połajankach. Czcimy granity i brązy
obelisków, ignorujemy ludzi, którzy sprawili, że można je było wznieść.
Pamiętacie finałową scenę z filmu "Dzień szakala"? Zamachowiec na generała
de Gaulle'a wcielił się w postać weterana, jak tam nazywają dawnych
żołnierzy. Znoszony mundur, kule do podpierania się, medale na piersi. W
warunkach maksymalnego alertu bezpieczeństwa tego człowieka przepuszczali
policjanci i żandarmi. Salutowali z szacunkiem, robili miejsce, pomagali w
niezdarnych ruchach. Dla nich, dla państwa, które reprezentowali, był to
bohater.
Podobnie jest w Wielkiej Brytanii i USA. Tak, tylko
intensywniej i z większą serdecznością powinno być w Polsce. Przelaliśmy
jako naród więcej krwi, walcząc o wolność niż jakikolwiek inny. Byliśmy
zawsze po dobrej, szlachetnej stronie. Powinniśmy więc kultem, opieką i
pieniędzmi otaczać tych, którzy nam jeszcze pozostali z tych strasznych
czasów.
A jak jest? Podle, nędznie, upokarzająco. Kombatanci
są wyciągani z naftaliny na jakieś rocznicowe okazje, które służą nie
oddaniu im hołdu za walkę, krew, rany, tylko puszeniu się urzędasów,
pchających się na oficjalne trybuny. Chętnie odbiera się weteranom mizerne
ulgi i przywileje, bo "budżet jest napięty". O opiece nad wybitnymi
ludźmi, którzy wszystko poświęcili ojczyźnie, nikt nawet nie wspomina. Dla
nich państwo nie ma czasu.
Wstrząsnął mną los wspaniałego pilota, gen.
Stanisława Skalskiego. Walczył we wrześniu 1939 r., był asem bitwy o Anglię, zestrzeliwał Niemców pęczkami. Miał wszystkie odznaczenia, jakie
bojowy pilot mógł zdobyć. Już na emeryturze był żywą kroniką wspaniałych
dni polskiego oręża, uosobieniem honoru, męstwa i pogardy śmierci Polaków,
którzy walczyli wszędzie, gdzie mogli skierować lufę na wroga. Niewiele im
z tego przyszło, ale to nie sprawą żołnierza było rozgrywanie politycznych
układanek na globusie, w których nas oszukano.
Dzisiaj ma prawie 90 lat i niewiele poza tym.
Wylądował właśnie w zakładzie opiekuńczym, jak to się teraz ładnie nazywa,
bo dawniej określano to jako przytułek. Kilka ludzkich hien, udających
przyjazne osoby, okradło go z pieniędzy i mieszkania.
Siniaki, z jakimi go przywieziono, przypuszczalnie nie pochodziły od
upadku. Taki człowiek, taki bohater, tak traktowany.
Nikomu z urzędowych patriotów, recytujących
ojczyźniane slogany, nie przyszło do głowy, żeby takim człowiekiem się
zająć. Nikt nie zorganizował opieki - i kontroli, czy przebiega właściwie.
Żaden z licznych urzędników, biorących pensję za troskę o kombatantów, nie
wpadł na taki pomysł. Nie pomyśleli o nim harcerze ani działacze PCK, ani
aktywiści odbywający długie pielgrzymki. Wreszcie największy skandal:
gdzie jest wojsko, w którym w końcu generałów, nawet w stanie
spoczynku, nie liczy się na tysiące. Wszystko jest na pokaz, wszystko na
niby. Bohaterów cenimy wtedy, kiedy umrą. Wtedy stawiamy im pomniki i
organizujemy ceremonie rocznicowe. Przyjemne i użyteczne, bo można pokazać
się w telewizorze.
Kilka lat temu pożegnałem na zawsze wuja, który
walczył w 1920 roku. Nie chwalił się tym, bo władza ludowa gdzieś
wyszperała to w papierach i pętał się w PRL przez długie lata na
podrzędnych posadkach. W III Rzeczpospolitej obiecano awansować żyjących
niedobitków jednej z najważniejszych wojen świata na podporuczników.
Żadnych pieniędzy oczywiście, czysty gest. Zebrałem w tajemnicy przed nim
jakieś resztki papierów i wysłałem do urzędu. Bez śladu i odpowiedzi.
Może i lepiej, bo pewno wuj by się zdenerwował.
Mierzi mnie fałsz i nicość naszego życia
publicznego. Polityka zdegenerowała się do walki o stołki i żłób. Żadna z osobistości,
od których możemy oczekiwać rozwagi i mądrości, nawet nie usiłuje mówić o
sensie społecznego istnienia, o moralności i zwykłej ludzkiej
przyzwoitości. To są "niechodliwe" tematy, więc nie ma do nich chętnych.
Tak, jak w handlu, wystawia się na wystawie towar,
który idzie. Kariery robią nie ci, którzy myślą lepiej, tylko ci, którzy
głośniej krzyczą.
Ogólna wrzawa zagłusza nawet tych, którzy chcieliby
działać inaczej. Godnie, uczciwie, elegancko. Wstydzą się za swoje
państwo, które zachowuje się niegodnie. Bolą ich przypadki takie, jak
osamotnionego, schorowanego generała. Rozumiem tych ludzi, bo sam myślę
podobnie. Tylko dlaczego milczą?
Od Redakcji Portalu: dla tych Czytelników, którym
nazwisko Generała Stanisława Skalskiego nic nie mówi, kilka słów
przypomnienia...
Major (Wing Commander) Stanisław Skalski w kabinie swojego
osobistego samolotu P-51B "Mustang" FZ152 "S-S" w lecie 1944.
Źródło: Wacław Król, 'Polskie Dywizjony w Wielkiej Brytanii 1940-45'
http://historie-asow.elk.com.pl/
Stanisław Skalski urodził się 27 października 1915 w Kodymie. Po
ukończeniu kursu pilotażu w 1938, został skierowanych do 142. Eskadry w
Toruniu. 1 września 1939 zestrzelił niemiecki samolot rozpoznawczy Hs 126
o godzinie 5:32. Uwaga: jeśli walka Władysława Gnysia nie miała miejsca o
5:30 (jak podają niektóre źródła), lecz o 7:00 (jak on sam raportuje),
oznacza to, że Skalski mógł uzyskać PIERWSZE zwycięstwo w II WŚ! We
wrześniu 1939 Skalski uzyskał tytuł asa myśliwskiego, zestrzeliwując
osobiście 6 niemieckich samolotów (1 Ju 86, 2 Do 17, 1 Ju 87, 2 Hs 126)
oraz 1 Hs 126 razem z innym pilotem. Uszkodził on także 3 inne maszyny (1
Bf 109, 1 Hs 126, 1 Ju 87). Ostatni lot Skalskiego na P-11c 16 września.
Następnego dnia wyruszył, jak wielu innych polskich pilotów, do Rumunii,
później Francji i Anglii.
12 sierpnia 1940 ppor. Skalski dołącza do brytyjskiego 501. Dywizjonu RAF
(dowódca S/Ldr H.A.V. Hogan) i bierze udział w "Bitwie o Anglię". Bardzo
dramatyczny dla Stanisława Skalskiego okazał się 5 września. Tego dnia,
wczesnym rankiem, 501. Dywizjon wystartował na przechwycenie dużej grupy
niemieckich samolotów. W pierwszym ataku Skalski trafił bombowiec He 111,
jego prawy silnik stanął w ogniu. Wkrótce polski pilot zestrzelił Bf 109 z osłony bombowców, Niemiec wyskoczył na spadochronie. Kilka minut później Skalski upolował lecącego samotnie na wysokości 8000 metrów Messerschmitta.
Jednakże w momencie, kiedy chciał zaznaczyć na mapie miejsce kolejnego
zwycięstwa, został trafiony, podobnie jak ten Bf 109 kilka sekund
wcześniej. Pociski rozpruły kadłubowy zbiornik i cały "Hurricane"
błyskawicznie stanął w ogniu. Skalski zdołał wyskoczyć z nurkującego
myśliwca i wylądował na spadochronie. Jednakże był poważnie poparzony i
następne sześć tygodni spędził w szpitalu. W "Bitwie o Anglię" Skalski
łącznie zaliczył 6 niemieckich maszyn.
Stanisław Skalski jest najlepszym polskim asem II W.Ś. z zaliczonymi 22.
potwierdzonymi zwycięstwami, 1 prawdopodobnym i 1 uszkodzonym samolotem
nieprzyjaciela. Trzykrotnie został wyróżniony brytyjskim DFC, posiada
wiele innych odznaczeń. Po przyjeździe do Polski, został aresztowany w
1949 przez komunistyczny reżim pod absurdalnym zarzutem szpiegostwa.
Spędził 6 długich lat w celi śmierci w oczekiwaniu na egzekucję. W ten
sposób komuniści dziękowali, tak jak w wielu innych przypadkach
wracających z zachodu żołnierzy, za ich heroiczną i krwawą służbę dla
Ojczyzny. W 1956 został w końcu rehabilitowany.
Generał Stanisław Skalski, as polskiego lotnictwa, zmarł w nędzy
zaledwie dzień po uroczystych obchodach Święta Niepodległości. Pobity,
okradziony, od września mieszkał w przytułku.
Pisaliśmy o Generale i jego tragicznym losie
zaledwie kilka dni temu...
|