Strona główna

Nasza szkoła

Galeria fotografii

Archiwum

Napisz do nas...

Redakcja

Witamy na Szkolnym Portalu Informacyjnym Zespołu Szkół Ogólnokształcących Nr 6 w Kielcach

Wspiera nas...
Pomoce naukowe

Język polski

Język angielski

Matematyka

Geografia

Fizyka i Astronomia

Chemia

Historia

Informatyka

Religia

Nauczanie zintegrowane

Wyszukiwarki

Szukajcie,
a znajdziecie... nawet ściągi :-)

Testy

Szkoła Podstawowa

Gimnazjum

Unia Europejska

Unijne ABC...

Szkolny Klub UE

 

Dla rodziców

Rekrutacja do szkół

Dni otwarte szkoły

Dysleksja

Gimnastyka korekcyjna

Poradnie

Narkomania

Pomoc najmłodszym

Warto wiedzieć

Jan Paweł II

Szanujmy tradycję

Znaj swoje prawa

Metody nauczania języków obcych

Szkoła XXI wieku?

Różności

Linkownia

Humor

Krzyżówki

Psychozabawy

Encyklopedie

Encyklopedia WIEM

Encyklopedia WP

 Internautica

Britannica

Wikipedia

Słowniki

Słowniki.onet.pl

Wielojęzykowy Słownik roślin

Ling.pl-multisłownik

Biblioteki


Rodzice - szkoła utopia współpracy?

<< Wstecz

 

   Efektem wymienionych faktów jest niechęć, a niekiedy wrogość nauczycieli wobec rodziców, i vice versa. Objawia się ona w niewielkim udziale tych drugich w zebraniach i wywiadówkach oraz minimalizowaniem liczby kontaktów przez tych pierwszych. To ostatecznie grzebie szanse na jakąkolwiek współpracę. Język, którym porozumiewają się nauczyciele z rodzicami (i na odwrót) jest często językiem konkurentów, terminologią wzajemnego dowodzenia sobie racji, a nie językiem partnerów, co czyni szkołę śmieszną, a niekiedy groteskową. Przyczyny tego stanu rzeczy są - wydaje się - czytelne i oczywiste, co nie oznacza, że bezdyskusyjne.

Potrzebna wiedza

   Każdy obecnie odniesiony sukces to już nie kwestia samotnego twórcy, lecz pracy zespołowej. Ani nauczycieli, ani rodziców nikt nie uczy pracy w zespole, nikt nie uczy partnerstwa wobec siebie w celu osiągnięcia sukcesu. Tymczasem w świecie, w którym liczba zagrożeń wychowawczych wzrosła daleko bardziej niż liczba szans edukacyjnych, współpraca szkoły i domu jest nieunikniona. Jeśli jej nie ma (bo nie ma), wynika to z lekceważenia ważkości szkoły, zarówno przez nauczycieli jak i rodziców. Jedni i drudzy nie próbują nawet współpracować w celu wyprostowania ścieżek edukacyjnych swoich dzieci. Poprzestają na zrzucaniu na siebie win. Świat wskazywany jako ring czy pole bitwy, a w każdym razie jako miejsce konkurowania ludzi, odrzuca współpracę. Karierę robi nie słowo "rozmowa" czy "porozumienie" lecz "negocjacje" czy "rozwiązywanie konfliktów". Cała "współpraca" zatem ogranicza się do wskazania drugiej stronie, że to właśnie ona ponosi całkowitą odpowiedzialność za poczynania ucznia. Rodzice zatroskani o dobro własnego dziecka, próbujący się z nauczycielami porozumieć, szukający przyczyn niepowodzeń szkolnych dziecka, są odbierani jako "panikarze". Nikt ich nie lubi, a każdy stara się ich wystrzegać. Tymczasem wychowywanie dzieci wymaga coraz większej wiedzy. Nie mają jej rodzice, nie mają jej nauczyciele. Odkrycia humanistyki, a szczególnie pedagogiki, filozofii edukacji, psychologii i socjologii nie docierają do szkół. Tam nadal obowiązuje dziewiętnastowieczny model kształcenia oparty na zakładanym a priori autorytecie nauczyciela (bez względu na to, czy mu się to należy czy nie). Ich przeciwnikami są sfrustrowani i nie wierzący w skuteczność szkoły rodzice, którym się wydaje, że intuicja i miłość do dziecka są wystarczającymi mediami wychowania. Jedni i drudzy są w błędzie.
   Zatem pierwszą przyczyną faktycznej absencji rodziców w szkole jest ich brak wiedzy z zakresu rzeczywistego kształtu świata, w którym żyją oni i ich dzieci.

Nuda szkolna

   Posyłając dziecko do szkoły należy uwierzyć w dogmat, że tam właśnie wszystko jest najbardziej interesujące, najważniejsze, najlepiej podane i nieomal święte. Taki sakralizujący szkołę obraz należy w sobie przechowywać tak długo, jak długo nie chce się z nią mieć kłopotów. Jednakże szkoła w swej większości jest nudna. I o ile dziecko nie jest naturalnie i dość rygorystycznie zdyscyplinowane, a nade wszystko jeśli nie wprowadzono je w arkana taktyczności międzyludzkiej (np. "pokorne cielę dwie matki ssie"), to dość szybko zaczyna manifestować własne niezadowolenie i znudzenie tą instytucją. Rodzice wtenczas, nie mogąc mu przyznać racji (bo jakże naruszyć autorytet szkoły?), popadają w edukacyjną schizofrenię. Polega ona na zmuszaniu dziecka do akceptacji czegoś, czego sami nie akceptują. To ostatecznie niweczy szansę współpracy na linii: dom-szkoła.

Brak wzorca

   Trzecią przyczyną braku współpracy rodziców i szkoły jest ideologiczne pomieszanie występujące w tej materii. Sprawa jest dość prosta: rzeczywistość jest rynkowa, pełna drapieżności, ma charakter "promocyjno-ofertowy". Codzienność jest bardziej przetargowa i kupiecka niż humanitarna. Szkoła zaś jest "misją", a zawód nauczyciela "powołaniem". Tego nie da się pogodzić. Sakralizacja szkoły powoduje, że rodzice - jako profani - nie mają w niej nic do powiedzenia. Mają być posłuszni i pokorni, mogą co najwyżej sponsorować szkolne zakupy. Nauczyciele są przeciętni, bo źle zarabiają (jakby od zwiększenia poborów mieli zmądrzeć!). Szkoła panicznie broni się przed urynkowieniem, czyli przed faktycznym procesem oceny własnej pracy. Jest darmowa, a więc czyniona "z łaski", a także nie można jej rozliczać jak stoiska na targowisku. Prawda jest jednak okrutna: można i należy szkołę rozliczać, można i należy szkołę mądrze urynkowić, bo w przeciwnym razie zawsze już będą się w niej gromadzić słabeusze pedagogiczni, nijacy nauczyciele i uciekać będą z niej uczniowie wraz ze swoimi rodzicami.
   Przy obecnym statusie szkoły nie da się wypracować modelu współpracy z rodzicami. Wobec takiej szkoły i takich różnic rodzice pozostaną bierni i zdezorientowani.

Czy może być inaczej?

    Oczywiście. Do tego trzeba jednak mądrości. Znam taką inicjatywę - rodzaj zapomnianego już dziś uniwersytetu dla rodziców. Zespół pedagogów przygotował warsztaty, które zaczął od "szokującego" rodziców filmu wideo. Pokazano bowiem rodzicom, jak ich własne dzieci zachowują się na lekcjach, podczas przerw, jakim językiem się posługują i o czym rozmawiają. To dwuznaczne widowisko nie posłużyło jednak inicjatorom do kolejnej akcji "zobaczcie, jaką mamy trudną pracę z waszymi wrednymi dziećmi", lecz jako podkład do rozmowy z wytrawnym pedagogiem, który niemal klatka po klatce analizował film, pokazywał przyczyny zachowań, wskazywał na (umykające siłą rzeczy) pozytywne zachowania. Wykazano rodzicom nie ich błędy, lecz małą wiedzę, której uzupełnienie może być w ich interesie. Projekt się sprawdził i trwa. Comiesięczne spotkania nabrały rozmachu. Pojawiły się nawet sekcje i wypływające od rodziców problemy do rozwiązania. Pamiętam, jak nauczycielka rozpoczynająca spotkanie powiedziała: "Proszę państwa, my z waszymi dziećmi spędzimy tylko cztery lata, a wy resztę życia. O ile my z nimi dość łatwo wytrzymamy, to wam - jeśli je źle wychowamy - będzie znacznie trudniej". Strzał był w dziesiątkę.
    Dobra współpraca z rodzicami jest znacznie lepszym wsparciem dydaktycznym niż komputery i multimedia razem wzięte. W dobrej współpracy tkwi tajemnica sukcesu szkoły.
    Na koniec anegdota. Bywam dość często na Podlasiu. To tu właśnie pracowała w wiejskiej szkole nauczycielka, której "coś się chciało". Dziewczyna jeździła na rowerze-składaku do chorych uczniów, zapominalskim pukała w okno, aby "nie zapomnieli narysować na jutro mapki", głodnym robiła kanapki. Objeżdżając wsie składała rodzicom uczniów życzenia, wożąc ze sobą opłatek albo własnoręcznie zrobione pisanki. W pierwszym półroczu społeczność lokalna przyglądała się nieufnie. Po urządzonej w szkole zabawie już nie było problemów z drewnem do pieca czy koniem na kulig. Gdy jednak nauczycielka mknąc składakiem przez białostockie błotko upadła i złamała rękę, wieś powiedziała "dość" i na Dzień Nauczyciela kupiła dziewczynie malucha.

Aleksander Nalaskowski
prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski, pedagog,
wykładowca na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu

Powyższy tekst pochodzi z Miesięcznika Nauczycieli i Wychowawców Katolickich, "WYCHOWAWCA", Nr 9 (105)/2001. Musicie Państwo przyznać, że jest bardzo śmiały i rozumny zarazem. A jak wspaniale koresponduje z naszym wstępem...

 

<< Wstecz

 

FrontPage image

webmaster :
Copyright (c) 2003-2006 Szkolny Portal Informacyjny. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zespół Szkół Ogólnokształcących Nr 6, ul. Leszczyńska 8, 25-321 Kielce
Nadzór merytoryczny portalu prowadzi mgr
Barbara Ozimirska

Data ostatniej aktualizacji 05.09.2006
Strona optymalizowana w rozdzielczości 1024x768 dla IE 5.0 lub nowszych.
Protected by BOWI Group

Kliknij  baner i zobacz
nasze statystyki


Licznik trafień